DIRTY MAGIC




Uwielbiam, gdy na twarzach ludzi, których mijam maluje się wielki znak zapytania : Gdzie w okolicy znajduje się kolejny bal przebierańców?! Uwielbiam także, gdy starsze panie kręcąc głowami patrzą na mnie ze zniesmaczeniem. Na domiar złego moje malowane miesiąc temu włosy przybrały różowy odcień, co przyciąga także uwagę dzieci, a te nie kryją się wygłaszaniem swoich opinii na ich temat. Jedna z dziewczynek, którą spotkałam w second handzie wyszeptała (o ile w ogóle można nazwać to szeptem, gdyż słyszałam ją z odległości 3 metrów) swojej mamusi, że gdy tylko wróci do domu niezwłocznie Namaluje paniom w kapeluszu z różowymi włosami. Wspomniana wizyta w sh skończyła się dla mnie bardzo owocnie, ponieważ właśnie wtedy udało mi się dorwać narzutkę/ kardigan/ pelerynę, którą mam na sobie na poniższych zdjęciach. Poszukiwany przeze mnie od dłuższego czasu kardigan (wiem, że kardiganem to to nie jest, ale to określenie najbardziej mi odpowiada) kosztował całą złotówkę i wisiał spokojnie na dziale szlafroków i piżam. Dzisiaj zestawiłam do niego czarny kapelusz, czarną sukienkę, czarne buty i torebkę.
Najbardziej lubię czarne wstążki w czarnych włosach
I czarnej szminki ślad na czarnych papierosach.
(...)
Bardzo czarny wrzesień(...).


VERSUS




          Niekiedy, mimo moich ogromnych chęci nie mam możliwości wrzucenia na bloga zdjęć outfit'u, którego danego dnia miałam na sobie. Po pierwsze - przed wyjściem nie zawsze jest odpowiednia ilość wolnego czasu aby chwycić za aparat, a po drugie nie zawsze mam kogo zaangażować do roli fotografa (samej ciężko mi stanąć po obu stronach obiektywu jednocześnie). W związku z tym postanowiłam przygotować dla Was kilka fotografii bez mojego bezpośredniego udziału, a przy okazji zapytać, który look bardziej Wam odpowiada: delikatny i dziewczęcy czy ten z mocniejszymi akcentami. Obie stylizacje miałam ostatnimi czasy na sobie i zarówno pierwszy jak i drugi zestaw składa się z topu i spódnicy (elementu, który jest moją ulubioną częścią garderoby). I mimo, że oba outfit'y są skomponowane z ubrań w kolorach, które w pełni toleruję, muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej czuję się w zestawie numer 2. 

ACNE




  Siedzę, trochę czytam, dużo jem. 
Pokój zmieniłam w minipracownię krawiecką, ponieważ ogromna ilość wolnego czasu zrodziła we mnie nie lada inwencję twórczą.  Postanowiłam wykorzystać jej ogromne pokłady łapiąc się za przerabianie starych ciuchów zakupionych nigdzie indziej jak w second handach. W mojej szafie roi się od ubrań, które kupiłam pod wpływem chwili z zamiarem ich noszenia, jednak po głębszym zastanowieniu i dokładnym ich obejrzeniu zostały ciśnięte na dno garderoby. Bohaterka dzisiejszego posta - jeansowa kurtałka także była jedną z nich. Zadecydowałam, że zasługuje ona na drugą szansę i poprzez lekką modernizację upodobniłam ją do kurtki projektu Acne.  
Katana idealnie sprawdziła się w outficie na dzień dzisiejszy, dlatego wykorzystując przyjazd Karol wyciągnęłam ją na zdjęcia.

Silver


Naszło mnie niesamowicie na odcienie srebra i szarości, dlatego też mam ogromną chęć posiadania w swojej szafie wszystkiego właśnie w tym kolorze. Dzisiaj nie kombinowałam z kolorami, ale ze stylami, mieszając Martensy, z dresikiem i marynarką. Monochromatyczną całość chciałam przełamać jakimś mocniejszym akcentem, ale stwierdziłam, że mój kolor włosów w zupełności wystarczy.

Burn The Witch

 


Może wstyd się przyznać, ale mam 21 lat i uwielbiam czarownice, wiedźmy i wszystko co z nimi związane. Nadal nie wyrosłam z oglądania Czarodziejek, Sabriny, nastoletniej czarownicy, czy Zaklinaczki duchów. I mimo, że nie wierzę w czary i wszystko co nadnaturalne, tak magia niesamowicie mnie fascynuje i inspiruje. 
Od dłuższego czasu planowałam outfit współczesnej czarownicy, wzorowany na wiedźmach z American Horror Story, aż w końcu dzisiaj, pomimo (a może dzięki) smętnej pogodzie, udało mi się wcielić plan w życie. Osobiście bardzo dobrze czuję się w takim wydaniu mimo, że wzrok ludzi, których mijałam nie był zbyt przychylny.

DIY PLUGS


Tadam! Dzisiaj pragnę Państwu przedstawić nietypową nieodłączną część mnie,
 uznawaną przez niektórych za obrzydliwą i szpetną. O czy mowa?  Oczywiście o tunelach! (I bynajmniej nie mam tu na myśli budowli komunikacyjnych).Tunele stanowią cząstkę mnie, dlatego też postanowiłam napisać o nich parę słów, a przy okazji zaprezentować biżur, który ostatnimi czasy ulepiłam z modeliny. 
Wiele razy słyszałam od przysłowiowych Ciotek dobrych rad, że z takimi dziurami w uszach nigdy nie znajdę pracy i do końca życia będę sama, wszak żaden kawaler nie zechce takiego dziwactwa! 
Inni natomiast dziwili się, jak mogłam zrezygnować z noszenia tradycyjnych, pięknych kolczyków na rzecz plastikowych, nudnych opon. Nic bardziej mylnego! Otóż posiadacze tuneli mogą cieszyć się równie kolorową biżuterią, co posiadacze tradycyjnych przekłuć,bowiem 
W Internecie pojawia się coraz to więcej sklepów, gdzie możemy zamówić plugi jakie tylko chcemy. Jak to mówią do wyboru, do koloru! Od delikatnych różyczek, które pasują nawet do kreacji ślubnych, po wizerunki Charlesa Mansona.

BLOOD-RED HOOD


  Wczoraj, kładąc się spać postanowiłam sobie, że zdjęcia do dzisiejszego posta koniecznie zrobię na zewnątrz, korzystając z ostatnich, ciepłych dni lata. Wielkie było moje rozczarowanie, gdy o godzinie 7 rano w okno zapukał deszcz. I to nie byle jaki, bo jesienny! I mimo, że nigdy na własnym ciele nie odczuwałam zmian pogody, tak dzisiaj zdecydowanie wyczułam obecność Pani Jesieni. Zamiast zaplanowanego spaceru połączonego ze zdjęciami, musiałam zadowolić się ścianą w kolorze bliżej nieokreślonym. I jak każdego dnia towarzyszy mi jakaś piosenka, która czasem całkiem niechciana zagnieżdża się w głowie, tak dzisiaj w kółko recytowałam:
  "O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny,
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny (...)".

GARAGE



    Szklana pogoda, szyby niebieskie od … laptopów. Taak, pogoda ostatnimi czasy płata nam prawdziwe figle. Zamiast cieszyć się sierpniowymi upałami, musimy zadowolić się ulewami.  Nie chce się wyglądać przez okno, a co dopiero wychodzić na zewnątrz. Moim oknem na świat stał się laptop, przed którym przesiedziałam kilka dni, tym samym poszukując inspiracji.
 Tak naprawdę nie odkryłam niczego nowego, a doszłam tylko do wniosku, że czas najwyższy pofarbować włosy.

VINTAGE FLOWER CROWN




    Co prawda nie jestem Laną Del Rey i daleko mi do niej, ale podobnie jak ona zamarzyłam mieć w posiadaniu kwiecisty wianek. Wiem, były one modne rok temu, ale z racji, że pod koniec sierpnia wybieram się na Rock Festiwal, a ten dodatek doskonale sprawdza się na tego typu iwentach, stwierdziłam, że jest to odpowiedni czas, abym go sobie sprawiła. Własnoręcznie - rzecz jasna. Przyznam, że chciałam pójść na łatwiznę i po prostu zakupić gotowy wieniec, ale przede wszystkim nie znalazłam tego, czego szukałam. Ponadto, nie byłabym sobą, gdybym najpierw nie spróbowała zrobić go sama. Nie jest to żadną filozofią - wystarczy drucik florystyczny oraz bukiet, z którego można wykorzystać kwiaty.

ALMOST VIOLET


Gdy na zewnątrz zaczął doskwierać nam nieprzeciętny upał, postanowiłam porzucić, lub przynajmniej zminimalizować ilość  czarnego koloru  w codziennych outfitach. W dzisiejszej, niedzielnej stylizacji postawiłam na biel i fiolet. Całkowicie urzekł mnie top z trenem z Bershki, który kupiłam na wyprzedaży. Jest bardzo lekki i delikatnie prześwitujący, dlatego idealnie sprawdza się w upalne dni. Zestawiłam go ze spodenkami z wysokim stanem, sandałkami na słupku i kapeluszem z szerokim rondem, który chroni głowę od słońca. Bardzo długo szukałam tego typu nakrycia głowy. Przemaglowałam wszystkie portale aukcyjne, aż w końcu namierzyłam swoją perełkę w sklepie H&M. Bardzo lubię wszelakie, czapki, opaski i wszystko co można założyć na głowę, więc doskonale czuję się w 'czarownicowym' kapeluszu.